Zwykle, kiedy po raz pierwszy proponuję moim Klientom aby podeszli do swojego biznesu na większym luzie i pozwolili sobie na mniej pracy a więcej odpoczynku, to widzę przerażenie malujące się na ich twarzy (zmieszane z obawą, że urwałam się z jakiejś bardzo wysokiej choinki i nie do końca jeszcze orientuję się o co chodzi w tym świecie). Cóż, biorę to na klatę i mówię im o tym, o czym i wam chcę dzisiaj napisać w kontynuacji zuchwałej serii o plusach pracy z hamaka. 

A zatem, dlaczego jeszcze warto pracować z hamaka?

Powód 2

Bo praca ma być przyjemnością.

Bo właściwie dlaczego nie? Praca to w końcu ogromny fragment naszego życia. Na pewnym etapie wychowania/edukacji mówi się nam, że mamy wybrać rozsądną, dobrze rokującą ścieżkę zawodową, która przyniesie nam pieniądze/ bezpieczeństwo/ sukces/prestiż itp. Ścieżkę zawodową, która nas ustawi. Nie ważne jakim kosztem (Słyszeliście coś podobnego? Ja nawet nie zliczę ile razy…). 

Do mnie zupełnie nie przemawiają stwierdzenia, że praca jest jedynie sposobem zarabiania na swoje utrzymanie albo, że trzeba się porządnie namęczyć aby odnieść sukces. Odrzucam je od razu. Wypraszam za drzwi i odsyłam skąd przyszły. Nie, dziękuję.

Dla mnie praca jest sposobem wyrażania siebie w taki sposób, który przynosi mi i światu największą korzyść. Dzięki pracy możemy zmieniać życie – nasze i innych ludzi. I naprawdę możemy wybrać, czy bedzie to dla nas codzienna tortura, czy też frajda. Wiem co mówię. Mam porównanie. Najwięcej pieniędzy w swoim życiu zarobiłam wtedy, gdy się dobrze bawiłam, trochę przy okazji. Dlaczego? Bo ludzie wyczuwali moją energię, moje dobre samopoczucie, moją chęć dzielenia się tym, co mnie inspiruje i napełnia.

Jesteśmy niczym naczynie wypełnione energią. Decyzje, które podejmujemy codziennie mogą dodawać energii do naczynia lub jej ujmować. Jeżeli w swoim życiu głównie dystrybuujesz energię na zewnątrz, to z czasem naczynie będzie puste, a Ty zmęczony i wypalony zaczniesz uciekać od życia i obowiązków w oglądanie seriali, zakupy, jedzenie, alkohol, spanie lub cokolwiek innego, co jest Twoim sposobem na resetowanie się.

Wierzę, że naszą rolą na tym świecie jest dzielić się z innymi naszymi talentami, wiedzą, doświadczeniami ale to jest możliwe tylko wtedy, gdy dbamy o to, by nasze wewnętrzne naczynie było regularnie napełniane. Bo żeby dawać, to trzeba mieć z czego. 

 

 

Oczywiście, że w ramach zadań, które mamy do wykonania są te, które całkiem lubimy i te, których wykonanie odwlekamy jak najdłużej. Nie mamy wpływu na niektóre rzeczy, które są niezbędne do prowadzenia biznesu. Mamy jednak wpływ na to, w jakich warunkach i z jakim nastawieniem do nich podejdziemy.

Jeden z moich Profesorów na studiach czasami zadawał nam do czytania, szczególnie wymagający i trudny tekst. W takich momentach sugerował, żebyśmy maksymalnie uprzyjemnili sobie proces czytania tekstu. Proponował włączenie ulubionej muzyki, nalanie klieliszka dobrego wina i skorzystanie z długiej kapieli w wannie (jeżeli jesteśmy tymi szczęściarzami, którzy ja posiadają :). Stosuję tę metodę do dzisiaj. Jeżeli mam do wykonania zadanie, które szczególnie mi nie leży, to dbam o opakowanie go w taki sposób aby uczynić go jak najłatwiejszym do strawienia (wanna jak i hamak to tylko jedne ze sposobów na uczynienie nieprzyjemnego przyjemniejszym). 

Przypomnij sobie sytuację, w której byłeś zrelaksowany, wypoczęty, doświadczyłeś czegoś pozytywnego, budującego, fascynującego. W takim stanie umysłu (ponownie wracamy do stanu „flow”) łatwo jest dawać. Dzielenie się jest naturalne, bo energii jest w nas tak dużo, że aż wypływa na zewnątrz. Tej energii nie da się oprzeć. Nie można przejść obok niej obojętnie.

Na takiej energii najlepiej budować swój biznes. 

A w jaki sposób Ty umilasz sobie nielubiane zadania w pracy?